Dyskursem medialnym ostatnich dni zawładnęła informacja o planowanym wprowadzeniu podatku cyfrowego w Polsce. Jak udało nam się ustalić, Polska nie będzie pierwszym krajem, który wprowadziłby taksę od usług cyfrowych. Wyprzedziła nas Wielka Brytania i Francja. Sprawdziliśmy najważniejsze informacje w tej sprawie.

Autor: Halszka Gronek
Dodano: 08.03.2019
Udostępnij:

Spis treści

1. Podatek cyfrowy – co to jest?
2. Kto miałby płacić?
3. Podatek cyfrowy w Polsce.
4. Jakie wpływy do budżetu?
5. Podatek cyfrowy w Europie.
6. Podsumowanie.

 

Podatek cyfrowy – co to jest?

Wszystko wskazuje na to, iż najwięksi amerykańscy giganci technologiczni już niebawem będą zmuszeni płacić wyższe podatki od przychodu w Europie. A to za sprawą tak zwanego digital tax, czyli podatku od usług cyfrowych największych korporacji i dostawców na świecie. Mowa tu między innymi o Facebooku, Google czy Amazonie, którzy na kontynencie europejskich co roku zbierają ogromne żniwa. 

Choć Unia Europejska nie podjęła jeszcze wspólnych kroków w sprawie opodatkowania amerykańskich usług cyfrowych, poszczególne kraje kontynentu europejskiego i tak postawiły wziąć sprawy w swoje ręce. Jako pierwsza digital tax ustanowiła Wielka Brytania.

Jeszcze pod koniec 2018 roku Kanclerz Skarbu w rządzie Theresy May potwierdził przyjęcie podatku od usług cyfrowych. Philip Hammond wyjaśnił, iż nowa taksa będzie „ściśle ukierunkowana” na przychody generowane w Wielkiej Brytanii przez firmy technologiczne o wybranych modelach biznesowych.

Śladem Wysp do grona państw popierających samodzielne wprowadzenie podatku cyfrowego dołączyła Francja. Rząd francuski przedstawił plan opodatkowania lokalnych (krajowych) przychodów osiąganych przez technologicznych gigantów. Nowy digital tax we Francji ma wynosić trzy procent. Według szacunków zysk z tego opodatkowania zagwarantuje wpływ rzędu 500 milionów euro do budżetu państwa. 

We wtorek, piątego marca 2019 roku, polski premier Mateusz Morawiecki jako kolejny z przedstawicieli europejskich rządów potwierdził gotowość do wprowadzenia digital tax w Polsce. Zdaniem szefa rządu zysk z opodatkowania usług cyfrowych amerykańskich gigantów ma być jednym z głównych źródeł finansowania tzw. „nowej piątki Kaczyńskiego”. 

Choć szczegóły polskiego projektu nie są jeszcze znane, rząd ogłosił, iż przewidywany efekt finansowy wprowadzenia podatku cyfrowego wyniesie blisko 1 mld zł wpływów do budżetu rocznie. Eksperci nie są jednak tak optymistyczni i zapewniają, że miliard dodatkowych wpływów to spora przesada. Sprawdziliśmy najważniejsze informacje w tej sprawie. 

  

Kto miałby płacić?

Jak na ten moment Unia Europejska nie ustaliła wspólnych wytycznych w sprawie podatku od usług cyfrowych. Z tego powodu kilka państw europejskich postanowiło samodzielnie zająć się nową taksą i zakresem jej obowiązywania. W gronie tym znalazła się między innymi Francja, Wielka Brytania i Polska.

Francuski digital tax zakłada opodatkowanie firm cyfrowych o globalnych przychodach przekraczających 750 mln euro rocznie. Lokalne przychody, a więc te osiągane przez światowych gigantów właśnie we Francji, mają być natomiast wyższe niż 25 mln euro rocznie. 

Minister gospodarki i finansów francuskiego rządu, Bruno le Maire,  poinformował, iż podatek cyfrowy we Francji oznaczać będzie ”sprawiedliwość”. Jego zdaniem technologiczni giganci niemal za darmo wykorzystują nasze dane osobowe, czerpiąc z tego ogromne zyski. Aby sprawiedliwości stało się zadość, konieczne jest więc dodatkowe opodatkowanie tego typu usług. 

Z kolei brytyjski podatek od usług cyfrowych ma objąć gigantów technologicznych, których roczny globalny przychód ze świadczenia wskazanych usług przekraczać będzie 500 mln funtów. Natomiast co do Polski i polskiego digital tax, grono podmiotów objętych planowanym podatkiem nie zostało jeszcze sprecyzowane. Kancelaria Premiera także nie wyjawiła szczegółów. 

 

Podatek cyfrowy w Polsce

Śladem najwiekszych europejskich krajów, Wielkiej Brytanii i Francji, Polska także zdecydowała się na wprowadzenie podatku cyfrowego. O planowanych pracach nad digital tax wspomniał we wtorek (5 marca) sam premier Morawiecki. 

Szef rządu polskiego wyjawił, iż nowy podatek od usług cyfrowych światowych gigantów ma być jednym ze źródeł finansowania tzw. „nowej piątki Kaczyńskiego” – postulatów wyborczych Prawa i Sprawiedliwości przygotowanych z myślą o jesiennych wyborach parlamentarnych. Podatek cyfrowy ma więc pomóc w finansowaniu Programu „500 Plus” na każde dziecko, „Trzynastki” dla emerytów czy zerowego podatku dochodowego dla młodych Polek i Polaków. 

Jak podała do publicznej wiadomości Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, istotą wprowadzenia digital tax jest „sprawiedliwe opodatkowanie zysków, jakie globalne firmy generują w Polsce, oferując usługi cyfrowe, takie jak reklamy online, VoD i streaming muzyki”. Zdaniem partii rządzącej wprowadzenie podatku cyfrowego ma zaskutkować generowaniem corocznego wpływu do budżetu państwa w wysokości nawet 1 miliarda złotych. 

 

Jakie wpływy do budżetu?

Niestety ani Premier Mateusz Morawiecki, ani jego Kancelaria nie przedstawiły szczegółów lub konkretnych wyliczeń dotyczących tego, ile tak naprawdę może zyskać Polska na transferze zysków przez cyfrowych gigantów. Padła jedna liczba: 1 miliard złotych rocznie. Niestety brak jest odpowiedniego uargumentowania dla tej piorunująco wysokiej sumy. 

Przy braku jakichkolwiek oficjalnych ustaleń nawet najlepszym ekspertom trudno ocenić, ile budżet może zarobić dzięki wprowadzeniu digital tax. Nic więc dziwnego w tym, że co szacunek, tym inna kwota planowanego zysku.

Eksperci z dziennika „Rzeczpospolita” wyjaśniają, iż przy 3-procentowej stawce podatku cyfrowego jeden miliard złotych zysku mógłby być możliwy do osiągnięcia tylko wtedy, gdy przychody otaksowanych firm wynosiłyby 33 miliardy złotych. Prezes Związku Cyfrowa Polska, Michał Kanownik, tłumaczy: ”Nie mamy szacunków, które potwierdzałyby taką tezę lub jej zaprzeczały. Jednak wydaje się to mało realne”. 

Podobne zdanie w sprawie planowanego miliarda zysku ma jeden z profesorów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prof. Dominik Gajewski. Wyjaśnia on:

"

Wydaje się, że by osiągnąć 1 mld zł podatków od największych firm cyfrowych, stawki tego podatku musiałyby być bardzo wysokie […]. Oczywiście nie znamy szczegółów, ale gdyby to miało być 3 procent przychodów, to nie sądzę, by dało aż tak wysokie dochody budżetowe.

Jedna z fundacji działających przy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Warsaw Enterprise Institute, oszacowała w swym grudniowym (2018) raporcie, iż iż wprowadzenie podatku od usług cyfrowych przyniosłoby do budżetu nie jeden miliard złotych wpływu, lecz ponad dwa razy mniej: od 370 mln zł do 470 mln zł rocznie. 

Innego zdania jest Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. Ekspert uważa, iż dodatkowy miliard z opodatkowania cyfrowych gigantów jest możliwy do osiągnięcia. Niemniej jednak przyznaje on, iż trudno na ten moment oszacować wielkość rynku wybranych usług cyfrowych, a w konsekwencji – i samego zysku. 

 

Podatek cyfrowy w Europie

Jak wspomnieliśmy już na wstępie do naszego artykułu, Unia Europejska podjęła prace nad wspólnym podatkiem cyfrowym, który miałby objąć przychody światowych gigantów technologicznych. Prace nad tym projektem trwały wiele tygodni, jednak pod koniec 2018 roku propozycja wspólnego digital tax została zablokowana przez kilka europejskich krajów. 

Skandynawskie i północnoeuropejskie państwa, a dokładniej Irlandia, Szwecja i  Dania, przeciwstawiły się wprowadzeniu ogólnounijnych rozwiązań z czysto ekonomicznych pobudek. Kraje te goszczą u siebie międzynarodowe korporacje technologiczne (przykładowo – producenta Apple) i nie chcą psuć relacji z tak wpływowymi i dochodowymi partnerami biznesowymi. 

Ideę wprowadzenia jednego, wspólnego podatku cyfrowego w Unii Europejskiej zablokowały także Niemcy. Tamtejszy rząd obawiał się, iż przyjęte przez Unię Europejską rozwiązania zostałyby przyjęte jako atak na amerykańskich gigantów. To z kolei mogłoby się spotkać z akcją odwetową ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, Donalda Trumpa. Kontakty dyplomatyczne z zachodnim mocarstwem miałyby w ten sposób znacznie osłabnąć. 

Mimo iż Unia Europejska została zablokowana, większe kraje kontynentu europejskiego nie dały za wygraną i samodzielnie wprowadziły podatki cyfrowe. Mowa o Wielkiej Brytanii, Francji, a już niedługo być może i Polsce. Niestety Komisja Europejska obawia się, że takie „działanie na własną rękę” doprowadzi wkrótce do podziału unijnego rynku wewnętrznego. Póki co jednak nie ma na to rozwiązania. 

 

Podsumowanie

Oceń:
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
Średnia: 5 / 5, łącznie 2 ocen
Komentarze (1)

bardzo dobrze, powinni tez sciagac pieniadze od Zukenberga skoro on sam mowi ze juz nei nadaza nad tym ile pieniedzy splywa na jego firmy….. wolny rynek mial nas uwolnic od neiwoli a wpadkował w jeszcze wiekszą, smutne ale prawdziwe