Spada liczba bankomatów nad Wisłą. Najchętniej z urządzeń korzystaliśmy cztery lata temu - wtedy wykonaliśmy w nich aż 778 mln operacji. Jak jest dziś?

Autor: Aneta Filipkowska
Dodano: 23.11.2017
Udostępnij:

Od 2013 roku zainteresowanie bankomatami systematycznie spada. Dane Narodowego Banku Polskiego informują, że w w II kwartale w naszym kraju liczba tych urządzeń spadła o o 223 maszyny. Przestało ich przybywać, bo po prostu coraz rzadziej – od 2014 roku spada liczby dokonywanych z nich wypłat. Z drugiej strony nie pomaga też fakt, że gwałtownie rośnie liczba sklepów, które akceptują płatności kartami.

Najnowsze dane NBP pokazują, że w II kwartale w Polsce zainstalowane były 23 528 bankomaty, czyli o 223 mniej niż w I kwartale. Spadek jest więc niewielki, ale w połączeniu z innymi informacjami sugeruje, że właśnie obserwujemy początek istotnych zmianami na naszym rynku – wyjaśnia Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera.

Rośnie liczba wpłat gotówki

Dziś, bankomat coraz częściej jest też wpłatomatem. Trzy lata temu wartość wpłat za pośrednictwem tzw. wpłatomatów stanowiła tylko 3,5% wszystkich operacji. W pierwszej połowie 2017 roku było to już 19%. To oznacza, że Polacy zdeponowali w bankach za pośrednictwem bankomatów 105 mld zł. Analityk Expandera tłumaczy, że w najbliższych kilku latach na korzyść bankomatów będzie działało wprowadzanie nowoczesnych maszyn, które potrafią nie tylko wypłacać pieniądze, ale także przyjmować wpłaty. 

Łączna wartość wypłat z bankomatów w pierwszym półroczu 2017 r. to 156 mld zł, a płatności kartą wykonaliśmy w tym okresie na kwotę 122 mld zł. Wciąż króluje więc fizyczna waluta, ale to już nie potrwa długo. Wartość płatności kartą przyrasta bowiem w tempie około 20 pr% rocznie. Wartość wypłat również rośnie, ale znacznie wolniej – o ok. 7% rocznie. Jeśli taki stan się utrzyma, to w 2021 r. wartość dokonanych płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki. Później gotówka będzie systematycznie traciła na znaczeniu. W rezultacie bankomaty, nawet te z funkcją wpłat, będą coraz rzadziej wykorzystywane i duża ich część będzie musiało zniknąć z naszych ulic – wylicza Jarosław Sadowski. 

Komentarze