Przyszłoroczne podwyżki prądu są w zasadzie nieuniknione. Jeden z głównych czynników tej zmiany stanowią wciąż rosnące ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Sprawdziliśmy, na czym polegają owe pozwolenia, kto je wydaje i kto ustala ich ceny.

Autor: Halszka Gronek
Dodano: 18.12.2018
Udostępnij:

Wraz z końcem lata 2018 roku w mediach pojawiły się informacje o planowanych podwyżkach cen prądu na rok 2019. Prognozę tą potwierdził sam Maciej Bando, Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Co więcej, liczni analitycy rynkowi wyliczyli potencjalny wzrost cen prądu na zatrważająco wysokim poziomie 15% – 40%.

Jak wynika z opinii wielu cenionych ekspertów, drastyczne podwyżki cen prądu są spowodowane przede wszystkim podniesieniem kosztów uprawnień do emisji dwutlenku węgla przez Unię Europejską. W ciągu ostatniego roku ceny te wzrosty prawie czterokrotnie.

Sprawdź, w jaki sposób rząd chce wspomóc polskie gospodarstwa, w naszym artykule poświęconym Funduszowi Rekompensat Wzrostu Cen Energii Elektrycznej.

Wielu polskich obywateli nie zdaje sobie sprawy z tego, czym w rzeczywistości są pozwolenia na emisję CO2. Sprawdziliśmy więc, na czym polega wystawianie owych uprawnień, kto za to odpowiada i jakie są aktualne ceny pozwoleń. Wszystko to w kolejnych akapitach naszego artykułu.

Czym są pozwolenia na emisję CO2?

Pozwolenia na emisję CO2 to jeden ze sposobów realizacji najpopularniejszej obecne metody ograniczania społecznych kosztów zanieczyszczeń – handlu przydziałami do zanieczyszczeń. Sprzedaż uprawień do emisji dwutlenku węgla prowadzona jest w Europie od blisko 15 lat. Za organizację owego rynku odpowiada Komisja Europejska – organ wykonawczy UE. 

Można powiedzieć, iż sprzedaż pozwoleń na emisję CO2 jest – obok podatku węglowego czy cukrowego – swoistym rodzajem podatku Pigou. Wszystkie te formy otaksowania nakładane są na czynności generujące negatywne czynniki. W przypadku elektrowni mowa o emisji szkodliwego CO2, a w przypadku produktów dosładzanych – o rosnącej liczbie zachorowań na schorzenia serca.

Podatek Pigou polega więc na otaksowaniu szkodliwych czynników. Dzięki owej opłacie możliwa jest rekompensata negatywnych efektów działania ludzkiego. Podobną rolę pełni sprzedaż uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Na mocy unijnych rekomendacji zysk ze sprzedaży pozwoleń ma być przeznaczany właśnie na walkę ze szkodliwą emisyjnością CO2.

Historia pozwoleń na emisję CO2

Pierwszy dobrowolny system sprzedaży uprawnień do emisji CO2 został opracowany przez amerykańskich ekonomistów z Chicago. W 2001 roku otworzono CCX (Chicago Climate Exchange) – pierwszą giełdę uprawnień. Owy pomysł stał się inspiracją dla naukowców z sąsiedniego kontynentu.

Zaledwie 2 lata po otworzeniu giełdy w Chicago Komisja Europejska wprowadziła unijną dyrektywę (2003/87/WE) o handlu przydziałów do emisji gazów cieplarnianych. Po Ameryce i Europie niemal wszystkie gospodarki świata zaczęły hurtowo wdrażać własne systemy handlu uprawnieniami. Do 2017 roku powstało ich aż 36. Łącznie pokrywały one ok. 15% światowych emisji. 

Europejski System Handlu Emisjami jest – zaraz po Chinach – największą giełdą uprawnień na całym świecie. Dzięki pozwoleniom na emisję CO2 aż 45% emisji krajów członkowskich jest finansowo pokrywane. Co więcej, europejski system handlu (UE ETS) jest jedyną giełdą uprawnień opartą na wiążącym krajowym i regionalnych ustawodawstwie. 

Kto i jak sprzedaje uprawnienia?

Od 2012 roku handel uprawnieniami do emisjami CO2 odbywa się głównie na giełdzie ICE (Intercontinental Exchange) w Londynie i na giełdzie EEX (Europejska Giełda Energii) w Lipsku. 

Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej wprowadzają nowe uprawnienia na rynek EUA (European emission Allowances) poprzez aukcje na wyżej wymienionych giełdach ICE i EEX. Sama sprzedaż przeprowadzana jest na podstawie rozporządzeń przyjętych przez Komisję Europejską. 

W Polsce rejestr uprawnień do emisji CO2 jest prowadzi Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami – organ bezpośrednio podlegający Ministrowi Środowiska. Oprócz rejestru KOBIZE prowadzi także krajową bazę o emisjach i zajmuje się raportowaniem rynku EUA.

Ile kosztują pozwolenia na emisję CO2?

Ceny uprawnień do emisji CO2 stale rosną. Wynika to nie tylko ze zmieniającej się sytuacji rynkowej, lecz także i z celowych dążeń Unii Europejskiej. Jak w jednym ze swych wystąpień tłumaczył Filip Elżanowski, warszawski radca, UE zależy na podwyższeniu cen prądu produkowanego z węgla. Dlaczego?

Dzięki zwiększeniu kosztów zakupu prądu konwencjonalnego stanie się on mniej atrakcyjny od nowoczesnej i ekologicznej energii ze źródeł odnawialnych. Tym samym większa liczba gospodarek zdecyduje się na prowadzenie OZO (Odnawialne Źródła Energii). Poza tym im droższe uprawnienia, tym więcej zysku przeznaczonego na redukcję szkodliwości CO2 – logika unijna jest prosta (lecz bardzo trafna).

Nieco ponad rok temu standardową stawką za sprzedaż uprawnień do emisji CO2 było 5 euro za tonę. Na początku bieżącego roku wynik ten podskoczył do 8 euro. Obecnie koszt sprzedaży pozwolenia na emisję CO2 wynosi ok. 22,5 euro za tonę. W szczytowym i krytycznym momencie (początek września 2018 roku) cena uprawnień wynosiła aż 25 euro za tonę. 

fot. handel-emisjami-co2.cire.pl

Jak się mają ceny uprawnień do przyszłorocznego wzrostu cen energii?

Zdaniem wielu ekspertów drastyczne podwyżki cen prądu, jakie prognozowane są na przyszły rok kalendarzowy – od 15% do 40%! – spowodowane są przede wszystkim podniesieniem przez Unię Europejską kosztów uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

W ciągu ostatniego roku ceny te wzrosty prawie czterokrotnie. Pod koniec 2017 roku ich średnia wartość wynosiła od 5 do 7 euro za tonę. Na początku bieżącego roku koszt nabycia uprawnień do emisji CO2 wynosił ok. 8 euro za tonę. Obecnie natomiast kwota ta wynosi już blisko 22,5 euro za tonę (dane na dzień 04.12. 2018 według portalu handel-emisjami-co2.cire.pl).

Jak podają cenione źródła ekspercie, za znaczące podwyżki cen prądu odpowiada także podniesienie stawek samego surowca grzewczego. Ceny węgla energetycznego, z którego produkowane jest niestety aż 75% polskiego prądu, od lat nie były tak wysokie, jak teraz. Według danych zebranych przez Agencję Rozwoju Przemysłu tylko w ciągu 2018 roku ceny węgla na giełdzie wzrosły o blisko 15%.

Trzecim czynnikiem, jaki zdaniem analityków branży z pewnością mógł przyczynić się do przyszłorocznego podniesienia cen energii, było drastyczne obniżenie produkcji prądu w krajach skandynawskich. Odczuwalne dla północnej Europy skutki zmniejszenia aktywności produkcyjnej krajów skandynawskich zauważalnie wpływają na różnice w cenach prądu. A w gronie tych krajów znajduje się przecież także i Polska.

Sprawdź, co jeszcze zdrożeje w 2019 roku.

Jak rząd poradzi sobie z rosnącymi cenami uprawnień na emisję CO2?

By wspomóc polskich obywateli, którzy zmuszeni będą z własnej kieszeni opłacić zdrożały prąd, polski rząd stworzył plan państwowych rekompensat finansowych. Według listopadowych zapowiedzi polityków polskie gospodarstwa domowe miałyby otrzymać częściową dopłatę do rachunków za prąd. Wszystko to dzięki nowym regulacjom prawnym.

Według pierwotnych obietnic ME nawet dwa miliony złotych miały zostać przeznaczone na realizację wypłat rekompensat z tytułu nadwyżek cen prądu. Jak tłumaczył wówczas minister Tchórzewski, środki na sfinansowanie tego projektu pochodziłyby głównie ze sprzedaży uprawnień do CO2.

Choć zdaniem licznych ekspertów rynkowych pomysł ministra nie powinien uzyskać aprobaty ze strony Unii Europejskiej, wszystko wskazuje na to, że polski rząd wypłaci rekompensaty potrzebującym rodzinom. Co więcej, na pomoc mają liczyć także polskie przedsiębiorstwa, które przez podwyżki prądu mogłyby przecież utracić swą płynność finansową.

Jak wynika z najświeższych ustaleń, rządowe wsparcie ma zostać wypłacone z nowo powołanego Funduszu Rekompensat Wzrostu Cen Energii Elektrycznej. Pieniądze na sfinansowanie owego funduszu mają w głównej mierze pochodzić właśnie ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. Jak wiemy jednak, UE ma inne plany co do przeznaczenia owych środków. Jak więc skończy się ta sprawa – to się dopiero okaże.

Dowiedz się więcej o potencjalnym konflikcie Unii Europejskiej z polskim rządem w sprawie wypłaty rekompensat z tytułu podwyżek cen prądu.

Podsumowanie

1) Pozwolenia na emisję CO2 to jeden ze sposobów realizacji najpopularniejszej obecne metody ograniczania społecznych kosztów zanieczyszczeń – handlu przydziałami do zanieczyszczeń.

2) Sprzedaż pozwoleń na emisję CO2 jest swoistym rodzajem podatku Pigou. Istotą utworzenia całego rynku handlu uprawnieniami było bowiem wygenerowanie środków na zrekompensowanie negatywnych skutków emisji CO2.

3) Na mocy unijnych rekomendacji zysk ze sprzedaży pozwoleń na emisję dwutlenku węgla ma być przeznaczany na walkę ze szkodliwą emisyjnością CO2. Dlatego właśnie ową sprzedaż uprawnień porównuje się do podatku Pigou. 

4) Europejska giełda uprawnień do emisji CO2 powstała w 2003 roku. Wtedy właśnie Komisja Europejska wprowadziła unijną dyrektywę (2003/87/WE) o handlu przydziałów do emisji gazów cieplarnianych

5) Pomysł utworzenia giełdy uprawnień został opracowany przez amerykańskich ekonomistów z Chicago. W 2001 roku otworzono CCX (Chicago Climate Exchange) – giełdę, jaka stała się inspiracją do powołania europejskiego odpowiednika (UE ETS).

6) Europejski System Handlu Emisjami jest – zaraz po Chinach – największą giełdą uprawnień na całym świecie. Unijne pozwolenia na emisję CO2 pokrywają aż 45% emisji krajów członkowskich.

7) Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej wprowadzają nowe uprawnienia na rynek EUA (European emission Allowances) poprzez aukcje na brytyjskich i niemieckich giełdach: ICE oraz EEX.

8) W Polsce rejestr uprawnień do emisji CO2 jest prowadzi Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami – organ bezpośrednio podlegający Ministrowi Środowiska.

9) Ceny uprawnień do emisji CO2 stale rosną. Wynika to nie tylko ze zmieniającej się sytuacji rynkowej, lecz także i z celowych dążeń Unii Europejskiej. Dzięki zwiększeniu kosztów zakupu prądu konwencjonalnego stanie się on bowiem mniej atrakcyjny od nowoczesnej i ekologicznej energii ze źródeł odnawialnych.

10) Na przełomie ostatniego roku koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 wzrósł niemal trzykrotnie. W styczniu 2018 roku stawka wynosiła 8 euro za tonę. Obecnie koszt sprzedaży pozwolenia na emisję CO2 wynosi ok. 22,5 euro za tonę.


Źródła:

https://handel-emisjami-co2.cire.pl
http://www.kobize.pl/pl/page/id/409/o-nas
https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejski_System_Handlu_Emisjami
https://pl.wikipedia.org/wiki/Handel_emisjami_zanieczyszczeń

Oceń:
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
Średnia: 5 / 5, łącznie 1 ocen
Komentarze (5)

Debilizmy i tyle. Kto wydaje, kto tym handluje i kto na tym sie wzbogaca? Bo środki te ida w prywatne łapy po prostu, konkretnie Rotschildów i ich marionetek, którym sie wydaje że mogą opodatkować wszystko

Ten dłuższy komentarz opublikowany o godz. 7.23, to nie anonim, to napisałem ja – Janusz Kluba.
Dodam jeszcze tylko konkluzję: należy w najpilniejszym możliwie trybie zażądać renegocjacji pakietu, a w przypadku oporu ze strony Komisji UE – zawiesić jego działanie przez Polskę. Wszelkie ewentualne „sankcje” (łącznie z Polexitem) są mniej uciążliwe dla {Polski niż respektowanie ustaleń tego pakietu ENERGETYCZNEGO (klimatyczny jest on tylko w nazwie – to pakiet wybitnie POLITYCZNY).

jeszcze jedno – na ten temat zamieściłem już kilkadziesiąt wpisów na różnych portalach społecznościowych. Odzewu wśród polityków – żadnego. Uczciwie tylko wspomnę, że jedynym politykiem, który próbował stworzyć międzynarodowe gremium zdolne obalić pakiet na poziomie UE – był Ludwik DORN. Nie dał rady – Cześć mu za to i chwała. Tu potrzebnme jest zdecydowane odważne działanie rządu…

CO2 powstaje także ze spalania benzyn i gazu, także z hodowli i tzw CO2 komunalny. Ścisłym nadzorem objęte są tylko wielkie instalacje przemysłowe (innymi słowy, to Polska musi kupować największe ilości tych „pozwoleń na emisję CO2”. Może porównywalne ilości kupują Niemcy spalające wielkie ilości węgla brunatnego. Ale już Francja, Włochy czy Anglia nie mające tych instalacji zbyt dużo – kupują znikome ilości owych pozwoleń, a emitują C)2 ok 1,5 razy więcej niż Polska (każde z nich). Ilość emitowanego do atmosfery CO2 jest podawana w Eurostacie. Zresztą mając zużycie paliw w poszczególnych państwach (węgla, benzyn i gazu) – zdolny uczeń szkoły średniej może ob liczyć ilość emitowanego CO2 do atmosfery w ciągu parunastu minut. Po co armia urzędników liczących emisję każdej oddzielnie instalacji??? Oczywiście – uczciwie policzona emisja (nawet bez hodowli i tej komunalnej – wskazuje, że Polska zajmuje gdzieś czwarte miejsce w UE a biorąc pod uwagę ilość emisji CO2 na mieszkańca, to w trzeciej dziesiątce. Np. państwa Beneluksu emitują 4 razy więcej CO2 na głowę mieszkańca niż Polska. Jeszcze odgrywa tu dużą rolę czynnik zalesienia powierzchni kraju, co było uwzględnione w tzw. „Układach Paryskich” – tyle tylko, ze praktyczn ie jeszcze nic z tego nie wynika. Ale Polska jest liderem jeśli idzie o ilość zakupowanych „pozwoleń…”. To głęboko niesprawiedliwe i nie ma nic wspólnego z walką o czystość powietrza. Można sie zgodzić, że w Polsce jest smog, ale nie powstaje on w wyniku spalania węgla w elektrowniach, lecz w wyniku spalania śmieci w milionach domowych pieców grzewczych jakie są w Polsce i z tym, należy bezwzględnie walczyć.

Głównymi „trucicielami świata są oczywiście Chiny, Indie, Rosja, US, Brazylia. Szczególnie Chiny; dość powiedzieć, że Chiny potrafią w tydzień wyemitować CO2 więcej niż wynośi roczna redukcja emisji CO2 w Europie i US razem wziętych.

UE wyszła przed szereg w walce ze smogiem – chwała jej za to, lecz obciążenia są skrajnie niesprawiedliwe. Ta „walka” odbywa się głównie kosztem Polski. Cóż to znaczy w praktyce, ano znaczy tyle, że energia elektryczna w Polsce będzie systematycznie drożała (już nie o 50 %, ale nawet kilkakrotnie). Obecne „dopłaty do cen prądu dla ludności i niektórych zakładów przemysłowych, to droga donikąd. Już KUE sprzeciwia się przeznaczania funduszu ze sprzedaży „pozwoleń…” na owe wspomaganie, ale i tak tych pieniędzy nie wystarcza i kasa idzie z budżetu. To kula u nogi naszej gospodarki. Natomiast pozostawienie rynkowych cen energii elektrycznej (np dwukrotnie wyższych n iż obecnie) skazuje mieszkańców na obniżenie standardu życia a przemysł na generalną plajtę. To oznacza gospodarczą katastrofę. Żadna gospodarka na świecie nie sprosta konkurencji w przypadku podwojenia ceny energii elektrycznej.

Ten pakiet ENERGETYCZNO-klimatyczny, który ochoczo podpisał w 2008 r. premier Tusk nie ma nic wspólnego z ochrona klimatu, to działanie czysto polityczne skierowane przeciwko Polsce, przeciwko możliwości jej gospodarczego wzrostu, który mógłby zagrozić „starym” państwom unijnym.

Podpisując ów pakiet D. Tusk uzyskał jakże cenne klepnięcie w plecy w wykonaniu Sarkozy’ego, który wówczas pełnił tzw „prezydencje” UE. DT prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy ze skutków działania tego pakietu, tym bardziej, że w założeniu były one odłożone w czasie. Podejrzewał, ze gdyby nawet wiedział, toi tak by pakiet podpisał. W jego hierarchii wartości wspomniane klepnięcie w plecy było więcej warte niż położona na szali perspektywa zubożenia całego pokolenia Polaków…

Ten artykuł nie wyjaśnia:
Kto wydaje uprawnienia i na jakiej podstawie ? Dlaczego ich cena tak gwałtownie rośnie ? Czy nie jest to spekulacja na giełdzie ?

jezu jakie zamieszanie z tymi rekompensatami calymi… ciekawe co wymyslą po świetach?